Ich życie zamieniło się w koszmar po interwencji „animalsów”. Zabrali im psa, ale to był dopiero początek

2026-10-16 16:17

Budowali wymarzony dom, wychowywali dwie córeczki. Miał z nimi dorastać ukochany owczarek Pershing. Wszystko runęło jednego dnia! Psa zabrano pod nieobecność właścicieli. Wrócił po niemal pół roku, zdaniem rodziny zupełnie odmieniony. Teraz rodzice odpowiadają przed sądem za znęcanie się nad zwierzęciem. Tymczasem już na pierwszej rozprawie pojawiły się pytania o to, czy stowarzyszenie działało zgodnie z prawem i dlaczego w aktach brakuje ważnych dowodów..

  • Pershing wrócił do domu po niemal sześciu miesiącach od zabrania go z posesji.
  • Rodzice nie przyznają się do znęcania nad psem. Grożą im nawet trzy lata więzienia.
  • Na pierwszej rozprawie pojawiły się pytania o podstawę prawną odebrania psa i dokumenty, których brakowało w aktach.
Policjanci znaleźli potrąconego psa Lesia. Żaden samorząd nie chciał pomóc

Angelika A. i Karol A. spod Braniewa (woj. warmińsko-mazurskie) chcieli zwyczajnego, szczęśliwego życia. Dom, dzieci, pies. 5 grudnia 2025 r. ich świat wywrócił się do góry nogami. Pod ich nieobecność działacze prozwierzęcy w asyście policji zabrali Pershinga z posesji. Owczarek trafił do schroniska w Pasłęku, kilkadziesiąt kilometrów od domu.

Pół roku rozłąki. Pershing wrócił odmieniony?

Rozpoczęła się dramatyczna walka o odzyskanie psa. Wójt gminy Braniewo odmówił czasowego odebrania zwierzęcia. Decyzję utrzymało Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Elblągu, a skargę stowarzyszenia oddalił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie.

Pershing wrócił do rodziny dopiero 28 maja. Według właścicieli był nie do poznania. Na rozprawie sędzia miał nawet dopytywać, czy zwrócono dokładnie to samo zwierzę!

Sędzia pytał, prezeska nie potrafiła wskazać przepisu

14 października przed Sądem Rejonowym w Braniewie rozpoczął się proces małżeństwa. Prokuratura zarzuca im znęcanie się nad Pershingiem. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

Na sali zjawiła się prezeska stowarzyszenia prowadzącego schronisko w Pasłęku, która uczestniczyła w zabraniu psa. Spóźniona niemal godzinę, ubrana w dresy, weszła podczas rozprawy. Sędzia zwracał uwagę na jej konfrontacyjne nastawienie.

– Nie będziemy dyskutować. Panią informuję. To nie podlega dyskusji – uciął wymianę zdań.

Potem wielokrotnie dzwonił jej telefon. Sędzia ostrzegł, że kolejne zakłócenie może uznać za celowe przeszkadzanie w rozprawie. Ale najważniejsze pytanie dotyczyło Pershinga.

– Na jakiej podstawie prawnej zatrzymała pani psa? Proszę mi wskazać podstawę prawną – domagał się sędzia, pytając o dalsze przetrzymywanie psa mimo decyzji wójta.

Kobieta powoływała się na złe warunki bytowania zwierzęcia i możliwość odwołania. Konkretnego przepisu nie wskazała.

Gdzie podziały się dowody?

Kolejne zaskoczenie. Obrońca rodziny, mec. Piotr Starzyński, przedstawił rozstrzygnięcia administracyjne i wyrok WSA.

– W aktach nie było tych rozstrzygnięć – podkreślił adwokat.

Według relacji z rozprawy sędzia poprosił o dołączenie dokumentów. Dlaczego nie było ich wcześniej? Przecież „Super Express” już na etapie śledztwa przekazywał prokuraturze kopie ważnych rozstrzygnięć między innymi pytając czy je prokurator oceniał i zna ich treść.

Co stało się z dokumentami? Dlaczego nie przedstawiono ich sądowi? I jeszcze jedno: dlaczego prokurator, który skierował akt oskarżenia, sam nie pojawił się na pierwszej rozprawie? O wyjaśnienia zwróciliśmy się do Prokuratury Rejonowej w Braniewie. Pozostają bez odpowiedzi.

Dziś Angelika A. i Karol A. nie chcą już nawet pokazywać twarzy. Po fali hejtu czują się zaszczuci. Choć odzyskali psa, przed nimi nadal proces. O ich winie rozstrzygnie sąd. Grozi im do 3 lat więzienia.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI