Tragedia w kopalni Pniówek. JSW odpowiada na zarzuty. Chodzi o czas pracy górników i warunki w momencie wybuchu

2022-05-24 12:19
Tragedia w kopalni Pniówek
Autor: PAP/Zbigniew Meissner Tragedia w kopalni Pniówek

Jastrzębska Spółka Węglowa we wtorek, 24 maja, podczas konferencji prasowej przedstawiła swoje stanowisko w sprawie okoliczności wybuchów metanu w kopalni Pniówek, które miały miejsce 20 kwietnia. W wyniku zdarzenia zmarło 9 górników, a 7 kolejnych nie odnaleziono. JSW odpowiedziała na zarzuty wdów po górnikach oraz związkowców, którzy twierdzą, że do tragedii mogły doprowadzić nieprawidłowości.

Wybuchy metanu w kopalni Pniówek. Zginęło 9 górników

Przypomnijmy, że do tragedii w KWK Pniówek doszło 20 kwietnia po północy. Na głębokości 1000 metrów w ścianie N-6 miał miejsce wybuch metanu. W rejonie zagrożenia znajdowało się 42 górników. Zdecydowana większość z nich zdołała się ewakuować z miejsca zdarzenia. Rozpoczęły się poszukiwania trzech zaginionych pracowników kopalni. W rejonie zdarzenia pojawiły się dwa zastępy ratowników. Niestety, podczas akcji doszło do kolejnego wybuchu. Utracono kontakt z siedmioma ratownikami. Akcję ratunkową wielokrotnie wznawiano i przerywano, aż w końcu całkowicie zawieszono ze względu na koszmarne warunki na dole. Bilans tej tragedii to 9 ofiar, 7 osób nadal nie odnaleziono. Ponad 20 osób jest rannych, z czego 5 nadal przebywa w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Spośród ofiar - cztery zginęły w kopalni, kolejnych pięć osób zmarło w szpitalu. Miejsce tragedii zostało otamowane. Będzie tam można zjechać być może dopiero w perspektywie kilku miesięcy.

Czytaj również: Krystian z Zofiówki krótko przed śmiercią przeżył potworną tragedię. Serce pęka, potrzebna pomoc

Tragedia w kopalni Pniówek. Zarzuty wdów górniczych i związków

Kilka tygodni po tragedii na stronie internetowej TVN 24 opublikowano artykuł, w którym wypowiadały się wdowy górnicze i jeden z górników pracujących w kopalni. - Nikt nas nie poinformował. Oni się zasłaniali, że są jakieś procedury, że to długo trwa i tak dalej. Z naszej strony padło pytanie, co się dzieje z naszymi mężami, jak wygląda akcja. Jak już przyszła osoba, która mogła nam powiedzieć coś więcej, to dostała informację od jednego z dyrektorów, że była konferencja prasowa, podczas której już wszystko powiedział i że mam sobie telewizor włączyć - mówiła pani Karina, żona jednego ze zmarłych.

Zobacz koniecznie: BRUD, SYF I GRZYB! W takich warunkach myją się górnicy [ZDJĘCIA]

Górnik, który anonimowo wypowiadał się dla TVN, mówił o "brakach kadrowych, zaniechaniach, nieobsadzaniu stanowisk". - Tam, gdzie powinno być czterech, to pracę wykonuje dwóch. Wtedy nie ma możliwości takiego kontrolowania czujników - powiedział, mówiąc o urządzeniach do pomiaru metanu. Mówił również o "przybieraniu", czyli zmuszaniu górników do przebywania w pracy dłużej niż powinni. - Zostaniesz dłużej, masz 28 zapłacone. Tylko to jest taka kiełbaska, bo nikomu tak naprawdę na tych 28 złotych nie zależy, bo w tej temperaturze człowiek się męczy bardzo. Ale jakbyś odmówił, to zostaniesz wyrzucony po prostu, gdzieś cię dadzą do tyłu, do czyszczenia, do łopaty, i zarobisz 1000 - 1500 złotych mniej - opowiadał anonimowo pracownik zakładu.

Czytaj także: Chowanie czujników metanu, groźby, wyzwiska, zwolnienia! Tak wygląda praca w tej kopalni

Trzecią stroną, która dostrzega nieprawidłowości, są związki górnicze. WZZ Sierpień 80 dotarł do dokumentów, z których wynika, że w momencie katastrofy górników nie powinno być na dole. Chodzi o zarządzenie z 15 kwietnia, zgodnie z którym przy temperaturze powyżej 28 stopni Celsjusza górnicy powinni pracować nie osiem, a sześć godzin. - Zaczynali oni swoją pracę o godzinie 18 tej dnia poprzedniego i o godzinie zero, powinni wyjeżdżać na powierzchnię. Pracowali w rejonie objętym skróconym czasem pracy i po 6 godzinach bezwzględnie powinni wyjechać na powierzchnię - napisano w liście do Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych, pod którym podpisał się szef związku, Bogusław Ziętek.

Zobacz również: Dramatyczna walka o życie górników z kopalni Pniówek. "Przeraził mnie ogrom tej tragedii"

Akcja ratunkowa w kopalni Pniówek. Zobacz zdjęcia

Tragedia w kopalni Pniówek. Jastrzębska Spółka Węglowa odpowiada na zarzuty

We wtorek, 24 maja rano Jastrzębska Spółka Węglowa przedstawiła swoje stanowisko w sprawie tragedii w KWK Pniówek. Przedstawiciele JSW powiedzieli, że były warunki do prowadzenia akcji ratunkowej w kopalni po pierwszym wybuchu.

- Mieliśmy sygnał od pracownika przebywającego w rejonie 100. sekcji (ściany wydobywczej) z urazem nogi, który prosił dyspozytora o pomoc, co jest nagrane. A potem mieliśmy kontakt od zastępu (ratowników), który znalazł się pod ścianą, że nawiązali kontakt z tym poszkodowanym i prosił on o udzielenie pomocy. Analizując pomiary na wylocie ze ściany, zdecydowanie można było wtedy wysłać tych ratowników - powiedział Marian Zmarzły, dyrektor kopalni. Dodał, że ratownicy mieli urządzenia do pomiaru składu atmosfery. To odpowiedź m.in. na zarzuty wdów, które mówiły, że ich mężowie byli wysyłani na pewną śmierć.

Zastępowy relacjonował przez ratowniczy system łączności przed zerwaniem kontaktu, że widoczność w ścianie sięga ok. 20 sekcji. Ratownicy nie widzieli jeszcze poszkodowanego. Około godz. 3 nastąpił kolejny wybuch i zerwał się kontakt z zastępem.

- Zastępowy może podjąć decyzję o wycofaniu się do bazy, jeśli zmieni się skład atmosfery czy nastąpi jakiekolwiek zagrożenie - przypomniał dyrektor uściślając, że zastępowy na wlocie wskazywał, że było tam ok. 2 proc. metanu i 56 ppm tlenku węgla. - W takich warunkach akcja może być prowadzona - mówił Zmarzły.

Czytaj koniecznie: Karol zginął na Pniówku ratując górników. Bliscy pożegnali 36-letniego ratownika. "Pomocny, dobry człowiek"

Dyrektor odpowiedział na zarzuty związkowców dotyczące warunków pracy w kopalni przed wybuchem. Stwierdził, że do pierwszego stopnia zagrożenia klimatycznego zaliczono stosunkowo niewielki odcinek ściany (od 1. do 45. sekcji). Górnicy pracowali w całym rejonie ściany, jednak większość prac prowadzona była przy wlocie, gdzie zagrożenie klimatyczne nie występowało. Kombajn przez prawie całą zmianę pracował właśnie tam, w sekcjach od 100. do 131., a do miejsca z zagrożeniem klimatycznym zjechał na ok. pół godziny przed końcem zmiany, w czasie której doszło do pierwszego wybuchu.

Kopalnia Pniówek

JSW o czasie pracy w kopalni Pniówek

Spółka wyliczyła, że na zmianie tej zatrudnione były 42 osoby. 19 z nich wyjechało po 6 godzinach pracy, po północy, zgodnie z reżimem pracy w zagrożeniu klimatycznym. Byli to pracownicy odmetanowania (zewnętrznej spółki) oraz oddziału (kopalni Pniówek).

- Większość prac w ścianie toczyła się na odcinku, gdzie nie było przekroczenia temperatury, a tylko na pół godziny przed końcem zmiany zjechał do odcinka, gdzie temperatura była przekroczona - powiedział Zmarzły. Uściślił, że ze względu na czas pracy w zagrożeniu klimatycznym poniżej 2 godzin nie obowiązywało wówczas skrócenie czasu pracy pracujących w rejonie kombajnu górników z 7,5 godziny do 6 godzin, mieli oni zatem wyjechać o godz. 1.30.

Nie przegap: Ksiądz modli się za górników pod kopalnią Pniówek. "Przyszedłem zapewnić wsparcie duchowe"

Gdy nastąpił wybuch, w miejscu tragedii znajdowały się trzy osoby. Jedna z nich została wytransportowana na powierzchnię. Cała trójka nie podlegała skróconemu czasowi pracy. Wspomniany górnik, który wzywał pomocy, znajduje się prawdopodobnie się w rejonie ok. 100 sekcji ściany. Pięciu ratowników, którzy ruszyli na pomoc, jest najpewniej przy skrzyżowaniu wlotu do ściany ze ścianą. Ostatni z zaginionych pozostał przy kombajnie.

JSW odpowiada na zarzuty wdów górniczych

Przedstawiciele spółki wymienili, jakie formy pomocy otrzymały rodziny górników, którzy zginęli w kopalni Pniówek. Chodzi o pomoc finansową i psychologiczną. Górnicy, którzy zostali na dole, do momentu wystawienia aktu zgonu otrzymują wynagrodzenie. JSW oferuje także pracę dla wdów górniczych, wyjazd do Parku Rozrywki. Spółka kilka dni temu informowała, że rodziny górników będą mogły skorzystać z "uproszonej procedury realizacji świadczeń przysługujących z tytuł ubezpieczenia grupowego dla pracowników Grupy JSW". Dla górniczych sierot pojawiła się możliwość wyjazdu na dwutygodniowy turnus terapeutyczno-wypoczynkowy.

Na zarzuty dotyczące informowania żon górników o ich sytuacji, odpowiedział Aleksander Szymura, dyrektor ds. pracy w kopalni Pniówek. - Nigdy bym tak nie postąpił w stosunku do osób, które cierpią - stwierdził, przepraszając jednocześnie za "niedociągnięcia" dotyczące informowania o akcji ratunkowej.

Czytaj również: Dominik zginął na szychcie w Pniówku. Poruszające pożegnanie górnika. "Dziękuję mojej drogiej żonie"

Źródło: własne, PAP, TVN 24, Dziennik Zachodni

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE