Grażyna wyszła do sklepu i zniknęła bez śladu. Jej ciało znaleziono 7 lat później
Dziesięć lat temu funkcjonariusze z Archiwum X odnaleźli ciało zaginionej przed laty gdynianki, Grażyny Ż. 40-latka pewnego dnia wyszła na zakupy i nie wróciła do swojego domu w Rumi na Pomorzu. Tuż przed wyjściem Grażyna Ż. zapytała nastoletniego syna, czy chce coś ze sklepu, a następnie opuściła dom, pozostawiając telefon komórkowy podłączony do ładowarki. Po raz ostatni zarejestrował ją monitoring w sklepie, w dziale z alkoholami. Później ślad po kobiecie się urwał.
Wszystko zaczęło się w 2009 roku, gdy Grażyna pewnego dnia wyszła z domu podczas przygotowywania obiadu. Kiedy po godzinie nie wróciła, jej bliscy zaczęli się niepokoić. Policję o zaginięciu powiadomiono jednak dopiero w kolejnych dniach. Jak tłumaczył mąż kobiety, wcześniej zdarzyło się już, że jego żona nie wróciła na noc do domu. Dlatego postanowił poczekać do rana, przypuszczając, że mogła odwiedzić jedną ze znajomych i zostać u niej na noc. Grażyna zmagała się z chorobą alkoholową i mimo kilkukrotnie podejmowanego leczenia odwykowego zawsze wracała do nałogu. Nagranie ze sklepowego monitoringu z około godz. 14.30 wskazywało, że również i tego dnia scenariusz się powtórzył. Po bezskutecznych próbach ustalenia miejsca pobytu 40-latki, rodzina rozpoczęła poszukiwania na własną rękę. Bliscy sprawdzali miejsca, w których mogła przebywać, odwiedzili sklep, gdzie widziano ją po raz ostatni, a także kontaktowali się ze szpitalami, znajomymi oraz dalszą rodziną.
Sąsiedzi podejrzewali męża Grażyny. „Wiedzieliśmy, że ona nie żyje”
Mąż zaginionej, Sławomir, nie tylko zgłosił zaginięcie żony na policję, lecz także powiadomił stowarzyszenie ITAKA, zajmujące się poszukiwaniem osób zaginionych oraz wsparciem ich bliskich. W poszukiwania Grażyny szczególnie mocno zaangażowała się jej matka. W latach 2009–2013 aż pięciokrotnie kontaktowała się z jasnowidzem Krzysztofem Jackowskim z Człuchowa.
Jak wynika jednak z relacji rozmówczyni „Super Expressu”, wśród sąsiadów szybko zaczęły pojawiać się plotki, że za zniknięciem 40-latki może stać jej mąż.
– Jak tylko Grażyna zaginęła, wszyscy, którzy znaliśmy tę rodzinę z sąsiedztwa, od razu wiedzieliśmy, że ona nie żyje i że zrobił to jej mąż. Nikt nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Nikt. Sama kiedyś powiedziałam do męża i znajomych, gdy rozmawialiśmy o tym zaginięciu, że ona na pewno jest zakopana tam, w ogródku. Jak się później okazało, wcale się nie pomyliłam. Gdy po latach ją odnaleziono, przeczytałam o tym w mediach, bo nie mieszkaliśmy już w Rumi. W sąsiedztwie na pewno huczało już wtedy od plotek – mówi „Super Expressowi” była mieszkanka Rumi.
Makabryczne odkrycie na posesji. Ciało Grażyny było zakopane przy garażu
Był wrzesień 2016 roku, gdy na posesji należącej do Sławomira, męża zaginionej Grażyny, pojawili się policjanci wraz z technikami kryminalistyki. Za zgodą prokuratora i przy użyciu specjalistycznego sprzętu rozpoczęli poszukiwania ludzkich szczątków. Wkrótce dokonali makabrycznego odkrycia. Ciało Grażyny odnaleziono zakopane w rogu posesji, tuż przy ścianie garażu.
Sławomir przyznał się wówczas jedynie do ukrycia zwłok żony. Utrzymywał, że feralnego dnia w 2009 roku Grażyna wróciła ze sklepu i zamknęła się w swoim pokoju. Przebywający w domu 14-letni syn pary, zajęty grą komputerową, nie zauważył jej powrotu. Według relacji Sławomira niedługo później odnalazł żonę martwą. Był przekonany, że przyczyną jej śmierci było połączenie alkoholu z silnymi lekami na receptę. Twierdził, że wpadł w panikę i zamiast zawiadomić służby, zakopał ciało na terenie swojej posesji. Tłumaczył, że zrobił to z... miłości, aby żona zawsze była blisko niego.
Makabryczne szczegóły śledztwa. Na komputerze męża znaleziono niepokojące materiały
Wątpliwości śledczych wzbudził jednak stan odnalezionych szczątków. Głowę kobiety znaleziono w osobnym worku, co mogło wskazywać, że przed zakopaniem została oddzielona od reszty ciała. Na dysku twardym komputera Sławomira Ż. zabezpieczono również materiały pobrane z internetu. Były wśród nich zdjęcia przedstawiające zakneblowane kobiety podduszane foliowymi workami zakładanymi na głowę. Śledczy odzyskali także usuniętą historię przeglądanych stron. Dotyczyły one m.in. mechanizmów duszenia człowieka oraz sposobów pozbycia się zwłok.
W toku śledztwa ustalono również, że Grażyna Ż. opowiadała kilku koleżankom o zachowaniu męża. Według jej relacji Sławomir kilkukrotnie ją wykorzystywał i podduszał, m.in. za pomocą poduszki oraz worka foliowego zakładanego na głowę. Biegli założyli, że kobieta mogła zginąć właśnie w wyniku uduszenia, poprzez założenie na głowę worka foliowego, który później został odnaleziony wraz z ciałem 40-latki. Jednak z uwagi na stan rozkładu zwłok nigdy nie udało się ustalić dokładnego przebiegu zdarzenia, ani przyczyny śmierci Grażyny.
Najpierw 25 lat więzienia, później nagły zwrot. Sławomir Ż. wyszedł na wolność
W 2018 roku Sławomir Ż. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo. Dwa lata później Sąd Apelacyjny w Gdańsku wyeliminował z opisu czynu znęcanie się psychiczne i fizyczne nad pokrzywdzoną, uznając, że nie udało się tego udowodnić. Jednocześnie obniżył wyrok Sądu Okręgowego i skazał mężczyznę na 15 lat więzienia.
Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. W grudniu 2023 roku sąd po raz kolejny zmienił wyrok. Uznał, że zgromadzony materiał nie pozwala stwierdzić, że Grażyna Ż. padła ofiarą zabójstwa. Zarówno wersję o celowym pozbawieniu jej życia, jak i przedstawianą przez oskarżonego wersję, uznano za równie prawdopodobne. Ostatecznie czyn zakwalifikowano jako nieumyślne spowodowanie śmierci, a Sławomir Ż. został skazany na 5,5 roku pozbawienia wolności. Problem w tym, że Sławomir Ż. spędził już za kratami ponad 7 lat, a więc dłużej, niż wynosiła ostatecznie orzeczona kara. W związku z tym został natychmiast wypuszczony na wolność.
Sławomir Ż. dostał 80 tys. zł odszkodowania. „Zamordował i jeszcze pieniądze dostanie”
Zgodnie z informacjami, do których dotarli dziennikarze programu „Interwencja” Polsatu, mężczyzna wystąpił następnie do sądu o odszkodowanie za dwa dodatkowe lata spędzone za kratami. Zgodnie z prawem, jeżeli sąd uzna, że dana osoba była pozbawiona wolności niesłusznie, odpowiedzialność finansową ponosi za to państwo, które musi wypłacić jej odszkodowanie. Sławomir Ż. domagał się prawie pół miliona złotych.
- Wymiar sprawiedliwości uwierzył bandycie, a nie świadkom, którym zamordowana zwierzała się. (…) Zamordował i jeszcze pieniądze dostanie. Dla mnie on będzie do końca życia mordercą – zwierzyła się jedna z przyjaciółek Grażyny Ż. w programie Interwencja.
Sąd przyznał Sławomirowi Ż. łącznie 80 tys. zł odszkodowania, oddalając pozostałe roszczenia jego pełnomocnika. W 2025 roku Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy wyrok dotyczący odszkodowania dla męża Grażyny Ż.