Zabójstwo Adamowicza. "Barierki nie były chronione"! Szokujące zeznania świadka

2021-10-13 8:30
Stefan W. nadal tymczasowo przebywa w areszcie
Autor: KMP Gdańsk

Okoliczności zabójstwa Pawła Adamowicza wciąż nie zostały dokładnie wyjaśnione. - Barierki z lewej strony sceny nie były przez nikogo chronione. Sam trzy razy tędy przechodziłem - zeznał wczoraj przed sądem świadek w procesie w sprawie organizacji miejskiego finału WOŚP. To właśnie podczas tej imprezy Stefan W. zaatakował nożem prezydenta Gdańska.

Podczas rozprawy przed sądem zeznawał m.in. student Mateusz M. Przeszło dwa lata temu, podczas finału WOŚP w Gdańsku, jako wolontariusz filmował on imprezę i robił zdjęcia. Przyznał, że wszedł na scenę spóźniony już po przemówieniu prezydenta Adamowicza. - Stałem metr za nim. Zaczęło się odliczanie światełka do nieba. Osoby będące na scenie miały zapalone zimne ognie. Gdy skończyło się odliczanie, wybuchły fajerwerki, po czym jakiś mężczyzna zaatakował prezydenta. Zauważyłem jak prezydent upada, a ten mężczyzna trzyma swoją rękę wyciągniętą w kierunku prezydenta na wysokości jego brzucha. Prezydent zachwiał się w jedną stronę, po czym usiadł na jakimś głośniku czy skrzyni od sprzętu muzycznego trzymając się jedną ręką za ranę, którą miał w prawej części brzucha. W drugiej ręce trzymał zimny ogień. Prezydent coś do mnie mówił, nie pamiętam co. Spytałem go, co się stało i wtedy mu zabrałem ten zimny ogień. Ktoś zaczął krzyczeć "pogotowie" - mówił świadek podczas śledztwa, a protokoły jego zeznań zostały odczytane przez sąd. Mateusz M. przyznał także, że w trakcie koncertu skracał sobie drogę, aby wejść na scenę. - Dochodziłem do Złotej Bramy. Tam znajdowało się przejście dla ludzi kierujących się w stronę ulicy Długiej. W tym miejscu stały barierki, które miały uniemożliwić wejście w innym kierunku niż ulica Długa. W tym miejscu barierki nie były w żaden sposób chronione przez pracowników ochrony. Ja sobie odsuwałem płotek, następnie wchodziłem w strefę zieloną z trawnikiem. Nikt poza mną tam nie przebywał. Drogą tą można było dojść na backstage, unikając jakiejkolwiek kontroli. Wybierałem tę drogę dlatego, aby wyminąć tłum i w krótkim czasie dostać się w okolice sceny. Miejsce to było zaciemnione, przez co przechodziłem tą drogą w sposób niezauważony. Przechodziłem tak trzy razy przed "światełkiem do nieba" - powiedział świadek. Zaznaczył, że przed samym wejściem na scenę był jednak kontrolowany przez pracownika ochrony i musiał mu pokazać swój identyfikator "media", który miał przypięty do paska w spodniach.

Podczas wtorkowej rozprawy zeznawał też m.in. były pracownik agencji ochroniarskiej Adam G. - Stałem tyłem do sceny, patrzyłem w stronę widowni. Nagle usłyszałem przerażający krzyk: "ochrona, ochrona!". Zaczęliśmy biec w kierunku sceny. Kiedy już byłem bliżej, zobaczyłem, że jakiś chłop leży na brzuchu przytrzymywany przez kogoś, kto nie był z naszej ochrony. Ja z kolegą byliśmy najbliżej, więc wzięliśmy go za ręce tak, jak to robi policja. Nie stawiał oporu. Kierownik powiedział, że idziemy z nim w kierunku naszego busa. Potem chcieliśmy położyć go na chodniku. Podłożyłem mu haka, podciąłem mu nogę, trochę się wywrócił i upadł na twarz. Jak już leżał na ziemi, to wspólnie z kierownikiem trzymaliśmy go za ręce wykręcone do tyłu. Tak trzymaliśmy go z pół minuty, a potem pojawili się policjanci - zeznał w śledztwie były ochroniarz.

Sonda
Czy w Polsce powinna obowiązywać kara śmierci?

Na ławie oskarżonych przed Sądem Rejonowym w Gdańsku zasiada siedem osób. Grozi im do pięciu lat więzienia.

Kraków upamiętnił Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza w drugą rocznicę jego śmierci
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE