- Pięć lat temu w Parku Szczęśliwickim 12-letni Dawid zginął, uderzając głową o ławkę podczas zjazdu na pontonie.
- Chłopiec zjeżdżał z niebezpiecznej strony górki, mimo ostrzeżeń bliskich, a uraz głowy okazał się śmiertelny.
- Śledztwo w sprawie tragedii zostało umorzone, nie dopatrzono się winy opiekunów.
- Czy mimo barierek i znaków ostrzegawczych, warszawiacy wyciągnęli wnioski z tej tragedii i unikają niebezpiecznych zjazdów?
Tragiczny wypadek w Parku Szczęśliwickim
Dziś mija 5 lat od rozrywającej serce tragedii w Parku Szczęśliwickim w Warszawie. W spokojne, zimowe popołudnie 16 stycznia 2021 r. Warszawiacy korzystali z ostatnich dni ferii oraz śniegu, który w końcu spadł w stolicy. Wśród osób oddających się saneczkowemu szaleństwu na górce był również 12-letni Dawid, który z mamą i bratem przyjechał do stolicy z Zamościa. Nastolatek nie zjeżdżał jednak ze stoku, uczęszczanego przez większość saneczkarzy, ale z przeciwnego biegnącego w kierunku kościoła na Włodarzewskiej, który jest zdecydowanie mniej bezpieczny.
Z ustaleń prokuratury wynika, że 12-latek nie zjeżdżał na sankach, a na tzw. pontonie śnieżnym. W pewnym momencie ponton obrócił się i chłopiec zjeżdżał tyłem. Bliscy ostrzegali go, sygnalizując, że miejsce jest niebezpieczne, bo na dole stoi ławka. Matka chłopca krzyczała, żeby wyskoczył z pontonu. Ten jednak prawdopodobnie nawet nie zdążył zauważyć ławki. Kilka sekund później uderzył w nią tyłem głowy, wypadł z pontonu i stracił przytomność. Biały śnieg zabarwił się od krwi 12-latka. Na miejsce natychmiast wezwano karetkę pogotowia. Ratownicy przewieźli rannego nastolatka na Szpitalny Oddział Ratunkowy do Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy ulicy Żwirki i Wigury. Niestety, uraz głowy był zbyt poważny i mimo starań lekarze przegrali walkę o jego życie. Dawid zmarł w szpitalu.
Polecany artykuł:
Śledztwo umorzone
Śledztwo pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota prowadzone było w kierunku art. 155 i 160 kodeksu karnego, czyli narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia poprzez brak sprawowania należytego nadzoru nad chłopcem, przez osobę, która powinna go wtedy pilnować.
W sprawie przesłuchano świadków, którzy byli na miejscu podczas tragicznego wypadku, zabezpieczono nagrania z telefonów, na których zarejestrowany był moment zdarzenia, a także dokonano oględzin pontonu, na którym zjeżdżał chłopiec. Ustalono, że był nowy i nie był uszkodzony, a 12-letni Dawid korzystał z niego prawidłowo.
Śledczy ustalili też, że opiekunowie 12-latka nie popełnili przestępstwa ani umyślnie, ani nawet nieumyślnie i nie mogli takiego zdarzenia przewidzieć. Śledztwo zostało więc umorzone.
Górka Szczęśliwicka teraz. Warszawiacy wyciągnęli wnioski z tragedii?
Niestety, po pięciu latach od śmierci chłopca wciąż trafiają się śmiałkowie, którzy zjeżdżają z Górki Szczęśliwickiej od tej niebezpieczniejszej strony. Po tragicznym wypadku z 2021 roku dzielnica postawiła barierki z siatką i znaki o zagrożeniu. To jednak nie powstrzymuje saneczkarzy. Podczas spaceru również i tej zimy w miejscu tragedii można zauważyć ślady po zjazdach na sankach. - Ludzie tu z tej strony zjeżdżają i w ogóle nie zwracają uwagi, jak mówi się im, że był tutaj wypadek - usłyszeli reporterzy Eski od spacerowiczów. - Jak się im mówi, że po drugiej stronie Górki jest miejsce przeznaczone do jazdy, to zazwyczaj przeganiają, złoszczą się i tyle - mówią.