Tragiczny wypadek w Chylinach. Pacjenci jechali na dializy, wszyscy zginęli
Wracamy do sprawy tragicznego wypadku, do którego doszło 2 lutego 2026 r. na drodze w Chylinach na Mazowszu. Czerwonym busem marki Opel, przystosowanym do transportu osób niepełnosprawnych, kierował 38-letni Robert F. Tego dnia wiózł troje pacjentów na dializy do szpitala w Makowie Mazowieckim. Byli to 49-letni mężczyzna oraz dwie kobiety w wieku 40 i 65 lat – mieszkańcy powiatu makowskiego.
Według wstępnych ustaleń przekazywanych tuż po wypadku przez policję, około godz. 6:25 kierowca busa uderzył na prostym odcinku drogi w tył stojącej na poboczu ciężarówki, a następnie zjechał do rowu, uderzając w drzewo. Ranny kierowca busa trafił na badania do szpitala. Wszystkie osoby, które przewoził, zginęły na miejscu.
Kierowcy ciężarówki w chwili wypadku nie było na miejscu. Dwie godziny wcześniej pojazd uległ awarii. Kierowca zaparkował go częściowo na utwardzonym prawym poboczu, a częściowo na prawym pasie jezdni i udał się do domu. Ze wstępnych ustaleń policji wynikało, że stojąca na drodze naczepa nie była prawidłowo oznaczona trójkątem ostrzegawczym.
Robert F. Usłyszał zarzuty. Wstrząsające, co ustalili śledczy
W środę, 29 lipca, prok. Elżbieta Łukasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, poinformowała, że kierowca busa, Robert F., usłyszał zarzuty. Zdradziła również, co udało się już ustalić podczas trwającego śledztwa.
- W dniu 15 lipca 2026r. wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów wobec Roberta F., któremu zarzucono umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym i nieumyślne spowodowanie wypadku drogowego w ten sposób, że będąc po użyciu substancji psychotropowych, jechał samochodem marki Opel od strony miejscowości Szelków w kierunku Makowa Mazowieckiego z prędkością większą od prędkości dozwolonej w tym miejscu 46 km/h i na prostym odcinku drogi nie zareagował na obecność stojącego częściowo na powierzchni prawego pasa ruchu samochodu ciężarowego marki Volvo z naczepą i nie podjął manewru ominięcia, pomimo że dysponował odcinkiem drogi pozwalającym na wykonanie tego manewru w sposób bezpieczny nawet przy prędkości z jaką się poruszał, czym doprowadził do zderzenia z powierzchnią tylnego lewego narożnika naczepy, stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na pobocze a następnie do przydrożnego rowu, w wyniku czego pasażerowie pojazdu Opel na skutek odniesionych obrażeń ciała ponieśli śmierć na miejscu - poinformowała prokurator.
Warto zaznaczyć, że w miejscu wypadku dozwolona prędkość wynosi 70 km/h. Z ustaleń śledczych wynika zatem, że mężczyzna pędził tam 116 km/h. Co więcej, był on w stanie "po użyciu, co wykazały badania krwi. Miał bowiem stężenie substancji psychotropowej w ilości odpowiadającej stężeniu alkoholu w ilości od 0,2 do 0,5 promila.
38-latek nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i złożył krótkie wyjaśnienia. - Powiedział, że nie pamięta dokładnie przebiegu wypadku i poddał w wątpliwość prędkość kierowanego przez siebie pojazdu wskazaną w opinii biegłego - przekazała prok. Łukasiewicz.
Wobec Roberta F. został zastosowany środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji oraz poręczenia majątkowego. Grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności.