Stanisław latami trzymał ukochaną w komórce obok świń. Podbierała paszę i zlewki z koryta

2026-03-15 5:23

Dramat Elżbiety R. (52 l.) ze wsi Krawcowizna (woj. mazowieckie) trwał ponad trzy lata. Bezduszny mąż zamknął ją komórce pełnej śmieci i zakazywał wstępu do domu. Gdy on paradował po pustych pokojach, kobieta marzła w nieogrzewanych pomieszczeniach i żywiła się jedzeniem dla zwierząt, bo inaczej umarłaby z głodu.

  • Elżbieta R. przez ponad trzy lata była więziona przez swojego partnera, Stanisława R., w komórce obok świń we wsi Krawcowizna koło Wołomina.
  • Stanisław znęcał się nad Elżbietą, bił ją i ostatecznie zamknął w komórce, gdzie kobieta żywiła się paszą dla zwierząt i resztkami jedzenia.
  • Dramat rozgrywał się od 2006 roku, kiedy to Stanisław stał się agresywny i apodyktyczny wobec Elżbiety, a sytuacja eskalowała po jej próbie zgłoszenia przemocy na policji.
  • Pomimo trudnej sytuacji, Elżbieta nie chciała obciążać swojego niepełnosprawnego syna i znosiła upokorzenia aż do śmierci, a Stanisław nie wykazywał skruchy, twierdząc, że kobieta zasłużyła na takie traktowanie.

Horror za zamkniętymi drzwiami. Ukochany zgotował piekło Elżbiecie

Stanisław R. (70 l.) ze wsi pod Wołominem nie miał litości dla swojej o osiemnaście lat młodszej Elżbiety. Chociaż bez ślubu, żyli ze sobą jak mąż z żoną przez 25 lat i doczekali się dwóch synów. Ale mężczyzna z każdym rokiem stawał się coraz bardziej apodyktyczny. Gdy Ela zaczęła robić mu wymówki za ciągłe picie wódki z kolegami, pobił ją i zakazał wychodzenia na wieś. Choć trudno w to uwierzyć, dramat pani Elżbiety rozgrywał się zaledwie 60 km od Warszawy.

Gehenna rozpoczęła się w 2006 roku. - Dostawałam za byle co. Na czas nie zrobiłam obiadu, to już tłukł mnie po głowie. Nie zgodziłam się, żeby pił w domu z kumplami, to poobijał mi ręce tak, że do dziś mam blizny. Później doszło do tego, że bił mnie nawet za to, że źle na niego spojrzałam - opisywała „Super Expressowi” pani Elżbieta. - Jaka ja byłam głupia, że wzięłam sobie takiego chłopa. Na początku bardzo go kochałam, a gdy urodziły się dzieci, on pokazał pazury i było już za późno - ocierała łzy płynące po policzkach.

Zamknął ukochaną w komórce na lata!

Kobieta powiedziała dość i postanowiła, że pójdzie na policję. Łudziła się, że wizyta w komisariacie i poinformowanie o wszystkim policji zmieni zachowanie Stanisława. Niestety, okazało się, że damski bokser zdolny jest do najgorszego! - Kiedy się dowiedział, że wybieram się na policję, wyrzucił moje rzeczy przed dom i powiedział, że mam mieszkać w komórce przy oborze - opisywała. - Co miałam zrobić, skoro nie wiedziałam gdzie się podziać. Jeden syn ma już swoją rodzinę, a drugi, Zbyszek, jest niepełnosprawny. Już trzy lata mieszkam w komórce obok świń - dodała po chwili roztrzęsiona.

„Podbieram paszę i zlewki z koryta dla świń”

Pani Elżbieta nie chciała być balastem dla swojego syna, więc zrobiła sobie legowisko ze starych desek wyścielonych kartonami. Myła się w starej przeciekającej wannie, za stół służyła jej metalowa beczka po paliwie. Mała tylko dwa blaszane kubki, plastikową miskę i stary garnek, do którego przeważnie nie miała czego włożyć. - Mamy 2009 rok, a ja już tu mieszkam ponad trzy lata. Gdy głód ściśnie mi żołądek, to podbieram paszę i zlewki z koryta dla świń. Nie gardzę też moczonymi skórkami od chleba, które Stach wyrzuca kurom - wyznawała. - Żeby nie renta inwalidzka niepełnosprawnego syna Zbyszka, zmarłabym z głodu. Syn daje mi po kilka złotych... - ubolewała.

„Posiedzi w komórce to może czegoś się nauczy”

Stanisław R. zajmował murowany dom, z trzema pokojami, w których pomieściliby się razem z konkubiną. Ale on był nieugięty, nie chciał widzieć kobiety obok siebie. Pani Elżbieta kilka razy miała myśli samobójcze. Raz nawet trzymała sznurek w ręku, wiążąc pętlę. Ale opamiętanie przyszło, gdy pomyślała o niepełnosprawnym synu Zbyszku.

Stanisław R. nie miał sobie nic do zarzucenia. - Dobrze, że w ogóle ma kawałek dachu nad głową - śmiał się. - Nie pozwalała mi kielicha wypić, to po co mi taka baba. Nie gotowała obiadów, łaziła gdzieś po plotkach, gdy ja jechałem do roboty na bazary. Posiedzi w komórce, to może czegoś się nauczy. Nie dam się złamać, bo tam jest jej miejsce i już - dodawał.

„Do ostatnich dni mieli ze sobą na pieńku”

Pomimo tego, że bohaterowie tej upiornej historii już nie żyją, mieszkańcy wioski wciąż pamiętają drobną zapłakaną Ele i stojącego z podniesiona nad nią ręką Staszka. - Ona umarła pierwsza ze zgryzoty osiem lat temu - mówi sąsiad Elżbiety i Stanisława. - Pod koniec życia pogodzili się trochę, ale do ostatnich dni mieli ze sobą na pieńku. Stasiek miał już swój wiek i zabrał się dwa lata po niej - dodaje.

„Łowcy głów” w akcji. Znany warszawski fotograf zatrzymany
Sonda
Czy przemoc wobec kobiet w Polsce to częste zjawisko?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki