Krzysztof Gojdź przez lata funkcjonował w mediach jako człowiek od wielkiego świata. Lekarz medycyny estetycznej, "doktor gwiazd", bywalec show-biznesu, ekspert od metamorfoz i ktoś, kto chętnie opowiadał o życiu po obu stronach Atlantyku. W jego publicznym wizerunku Stany Zjednoczone od dawna zajmowały ważne miejsce: Miami, Los Angeles, Nowy Jork, kliniki, znane nazwiska, luksusowe adresy i komentarze o kosztach życia.
Teraz "Fakt" opisał dokumenty z postępowania rozwodowego w Miami, w którym pojawiło się oświadczenie finansowe Gojdzia. Według ustaleń gazety lekarz miał 8 kwietnia 2026 roku zadeklarować pod przysięgą, że w USA jest bezrobotny, nie osiąga tam dochodów i nie posiada firm działających na amerykańskim rynku. Jak to możliwe?
Amerykański sen w zderzeniu z formularzem
Instagram pokazuje wycinek życia: kadry z podróży, eleganckie wnętrza, słoneczne Miami, spotkania i sukces. Dokumenty sądowe mają zupełnie inną temperaturę. Nie opowiadają historii obrazem, tylko rubrykami: dochody, zobowiązania, zatrudnienie, stan majątku. W przypadku Gojdzia doszedł jeszcze kontekst sprawy rozwodowej z Marcinem Roznowskim. Oficjalny rejestr Miami-Dade County potwierdza, że Krzysztof Czesław Gojdź i Marcin Marek Roznowski zawarli małżeństwo 31 sierpnia 2019 roku w Miami Beach. Dziś relacja ta stała się elementem medialnej opowieści pełnej napięć, wzajemnych zarzutów i dokumentów, które zaczęły żyć własnym życiem poza salą sądową.
Doktor gwiazd nie zostawił jednak publikacji bez odpowiedzi. W rozmowach z mediami tłumaczy, że zakończył dotychczasowy etap pracy zawodowej w USA. Podkreśla też, że w Stanach bywa obecnie krótko, a projekty związane z prywatnymi przestrzeniami beauty w domach znanych osób nie są dla niego źródłem regularnego zarobku, a część takich działań wykonuje "z czystej przyjemności".
Gojdź przekonuje, że luksus nie musi oznaczać pensji w USA
Lekarz przekonuje, że proste zestawienie zdjęć z życia w USA i sądowego formularza może prowadzić do błędnych wniosków. Według jego wyjaśnień brak aktualnych dochodów w Stanach nie oznacza automatycznie finansowej katastrofy. Ma chodzić raczej o formalny status w konkretnym czasie i w konkretnym postępowaniu.
Wątek zobowiązań również wymaga dopowiedzenia. Jak relacjonował "Pudelek", Krzysztof Gojdź zapewnia, że chodzi przede wszystkim o typowy w amerykańskich realiach kredyt na dom w Miami Beach. To ważne, bo w USA hipoteka nie jest zarezerwowana dla osób w tarapatach finansowych. Bardzo często jest po prostu sposobem finansowania nieruchomości, także przez ludzi, którzy funkcjonują na wysokim poziomie życia.
Cała sprawa pokazuje, jak cienka bywa granica między autoprezentacją a oficjalnym zapisem. Publiczność ogląda kadry, media sprawdzają dokumenty, a bohater musi potem tłumaczyć, dlaczego te dwie wersje nie wyglądają identycznie.