To miał być jeden z najważniejszych momentów w ich dramatycznej walce o życie. Po miesiącach strachu, zbiórek i niepewności Anita i Adrian w końcu doczekali się przełomu. Pieniądze na specjalistyczny sprzęt zostały zebrane, przelew wykonany, terapia miała ruszyć. I wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Sprzęt ratujący życie Adriana… zaginął w transporcie.
Walka o życie Adriana. Diagnoza, zbiórka i ogromne koszty leczenia
Adrian Szymaniak, znany widzom z programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, od miesięcy walczy z glejakiem IV stopnia – jednym z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu. Diagnoza spadła na rodzinę jak grom z jasnego nieba w połowie 2025 roku. Wcześniej były bóle głowy, mdłości, niepokojące objawy neurologiczne. Potem padły słowa, których nikt nie chce usłyszeć.
Od tamtej pory życie Anity i Adriana podporządkowane jest jednemu celowi – ratowaniu życia męża i ojca dwójki dzieci. Koszty leczenia są ogromne, dlatego para uruchomiła internetową zbiórkę. Cel? Około 3 milionów złotych na nowoczesne terapie, badania i leczenie, także za granicą. Dzięki wsparciu tysięcy ludzi udało się zebrać już ponad 2,3 mln zł.
Jednym z kluczowych elementów leczenia był specjalistyczny sprzęt TTF (Optune), wykorzystywany w terapii glejaka. Cena? Około 240–250 tysięcy złotych, plus kolejne dziesiątki tysięcy miesięcznie za użytkowanie. Adrian nie ukrywał, że to moment przełomowy. – Dokonałem płatności na początek terapii – ponad 240 tysięcy złotych. Potem 120 tysięcy miesięcznie za użytkowanie sprzętu – informował w mediach społecznościowych. Gdy wydawało się, że najgorsze jest za nimi, los zadał kolejny cios.
Sprzęt za ćwierć miliona złotych miał dać szansę. Przesyłka zniknęła
Anita przekazała dramatyczną informację w sieci. Przesyłka z urządzeniem… zniknęła. Nikt nie potrafi powiedzieć, gdzie dokładnie się znajduje. Jedne informacje wskazują na Holandię, inne na Polskę. Sprzeczne komunikaty, brak konkretów, narastająca bezsilność.
Czekaliśmy na bardzo ważną przesyłkę ze sprzętem, na który zbieraliśmy pieniądze. Dziś dostaliśmy wiadomość, że został gdzieś zagubiony… Jedne informacje, że w Holandii, inne, że w Polsce. Przecież to nie jest para butów, tylko sprzęt ratujący życie za 240 tysięcy
– napisała roztrzęsiona Anita. W tych słowach słychać rozpacz i zmęczenie. Bo to nie jest zwykła paczka, którą można odebrać kilka dni później. To urządzenie, od którego zależy zdrowie, a być może życie Adriana. Każdy dzień zwłoki ma znaczenie. Internauci natychmiast ruszyli z komentarzami – pełnymi wsparcia, ale też niedowierzania. Wielu nie kryje oburzenia, że w takiej sytuacji może dojść do tak absurdalnego zaniedbania.
Zobacz: Rekordowa pomoc dla Adriana ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia". Internauci okazali wielkie serca
Anita i Adrian w rozpaczy
Dla Anity i Adriana to kolejna próba nerwów w walce, która już i tak wystawia ich na skraj wytrzymałości. Najpierw diagnoza, potem strach o przyszłość dzieci, zbiórka pieniędzy, nieustanna niepewność. Teraz – zaginiony sprzęt. Pozostaje nadzieja, że przesyłka się odnajdzie i leczenie będzie mogło ruszyć bez dalszych przeszkód. Bo tej rodzinie los już wystarczająco dał w kość. A każdy kolejny dzień czekania to kolejny dzień walki z czasem.