Mimo siarczystego mrozu przyszli go pożegnać. Dudziak, Kayah, Olejnik, Chyra marzli na Powązkach na pogrzebie Urbaniaka

Mróz był siarczysty, a zimno przenikało do kości, ale nikt nie zawrócił. Na Powązki Wojskowe przyszli tłumnie – mimo zimy, mimo ciszy, mimo bólu. Michała Urbaniaka, legendę polskiego jazzu, żegnali bliscy, przyjaciele i postacie świata kultury. Wśród nich: Kayah, Monika Olejnik, Urszula Dudziak, Andrzej Chyra, Wojciech Fibak, Krzesimir Dębski oraz Iga Nowakowska. Pożegnalne słowa Urbaniaka przeczytał Artur Żmijewski.

Mróz nie odstraszył nikogo

Uroczystości pogrzebowe Michała Urbaniaka odbyły się 7 stycznia 2026 roku. Choć temperatura była wyjątkowo niska, a Powązki spowite zimowym chłodem, przed domem pogrzebowym gromadzili się kolejni żałobnicy. W ciszy, skupieniu i z widocznym wzruszeniem przyszli oddać hołd artyście, który przez dekady był jednym z najważniejszych ambasadorów polskiej muzyki na świecie.

Wśród obecnych nie brakowało znanych twarzy. Urszula Dudziak, wieloletnia partnerka artystyczna i pierwsza żona Urbaniaka, pojawiła się w towarzystwie ich córki Katarzyny Urbaniak. Była także Kayah, wyraźnie poruszona, Monika Olejnik, Andrzej Chyra, Wojciech Fibak, a także Krzesimir Dębski i Iga Nowakowska. Ich obecność mówiła więcej niż słowa.

Gwiazdy nie szukały kamer, a rozmowy prowadzone były półgłosem. Wszyscy zdawali się rozumieć, że żegnają nie tylko wybitnego muzyka, ale człowieka, który przez lata łączył środowiska, pokolenia i style. Urbaniak był artystą pomostem – między Polską a Ameryką, jazzem a eksperymentem, klasyką a wolnością. To właśnie ten wymiar jego życia wybrzmiał najmocniej podczas uroczystości.

Zobacz też: Druga żona Michała Urbaniaka nie pojawiła się na pogrzebie muzyka. Teraz zabrała głos: "Ogromnie przeżywam jego odejście"

Artur Żmijewskiprzytoczył wspomnienia Urbaniaka

Jednym z najbardziej przejmujących momentów ceremonii było oczytanie wspomniień Michała Urbaniaka. Słowa jazzmana przeczystał Artur Żmijewski i zrobił to tak, jakby artysta żegnał się jeszcze raz, jego głosem.

Przyszedłem na ten piękny świat w Warszawie. Mój ojciec był polskim antysemitą. Matka była polską filosemitką, a ja urodziłem się Amerykaninem” – wybrzmiało w ciszy. I dalej: „Ojciec całe życie marzył, żeby zobaczyć Nowy Jork. Nie udało się jemu – udało się mnie” – padło z mównicy.

W przemówieniu wróciły również wspomnienia przełomowych chwil kariery – koncertów w Stanach Zjednoczonych, spotkań z gigantami jazzu i tras, które otworzyły przed Urbaniakiem świat. Byliśmy pierwszą w historii USA kapelą zza żelaznej kurtyny. Graliśmy w Waszyngtonie, Newport, a potem ruszyliśmy w trasę po całych Stanach Zjednoczonych – przypomniał Żmijewski. Te słowa zabrzmiały jak klamra spinająca życie artysty, który zawsze był „pomiędzy”, ale wszędzie u siebie.

Zobacz też: Żona Michała Urbaniaka nie mogła powstrzymać łez. Pożegnała ukochanego pięknymi słowami

Pożegnanie mistrza

Po ceremonii urna z prochami Michała Urbaniaka została złożona w Alei Zasłużonych na Powązkach Wojskowych. Mimo mrozu nikt nie spieszył się z odejściem. Ludzie stali jeszcze długo, w ciszy, jakby chcieli zatrzymać tę chwilę na dłużej. Siarczysty mróz nie zniechęcił tych, którzy przyszli go pożegnać. Bo mistrzów żegna się niezależnie od pogody.

Nie przegap: Urna jak symbol jego życia. Tak pochowano Michała Urbaniaka. Poruszające pamiątki na uroczystości

Tak wyglądał pogrzeb Michała Urbaniaka. Poruszające sceny
Super Express Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki