Młynarska wbija kij w mrowisko. Tak oceniła nową "Lalkę"
"Lalka" w reżyserii Pawła Maślony to sześcioodcinkowa produkcja, która czerpie z jednej z najważniejszych polskich powieści. W obsadzie znaleźli się m.in. Tomasz Schuchardt jako Stanisław Wokulski, Sandra Drzymalska wcielająca się w Izabelę Łęcką oraz Jacek Braciak jako jej ojciec. Jeszcze przed premierą sporo mówiło się nie tylko o samej produkcji, ale także o jej kampanii promocyjnej. Nietypowe hasła reklamowe szybko wywołały dyskusję w internecie. Po premierze uwagę widzów zaczęły natomiast przyciągać zmiany, jakie twórcy wprowadzili do historii znanej z kart powieści.
Zobacz też: "Lalka" trafiła za granicę - są pierwsze recenzje. Padły porównania do hitu, ale wytykają też mankamenty
Młynarska obejrzała "Lalkę" i nie gryzła się w język. Ręce jej opadły?
Paulina Młynarska postanowiła podzielić się swoimi wrażeniami po seansie. Jak zaznaczyła, podchodziła do serialu bez uprzedzeń. Zależało jej na tym, aby dać polskim twórcom szansę i docenić ich pracę. Szczególnie pozytywnie wypowiedziała się o aktorach. Jej uwagę zwróciła również scenografia i kostiumy przygotowane przez Dorotę Roqueplo.
Entuzjazm nie utrzymał się jednak do końca seansu. Młynarska przyznała, że kolejne sceny coraz bardziej oddalały ją od historii, którą znała z powieści Prusa. Dziennikarka szczególnie mocno zakwestionowała skalę zmian wprowadzonych przez scenarzystów. W jej opinii nie są to już wyłącznie zabiegi konieczne przy przenoszeniu klasycznej powieści na współczesny ekran.
Obejrzałam „Lalkę” na Netfliksie. Oglądałam życzliwie, ponieważ dobrze życzę polskim twórcom i polskiej kulturze. Uważam też, że mamy w Polsce fenomenalnych aktorów, bijących na głowę niejedną szkołę aktorską w różnych miejscach Europy. To prawdziwa plejada wspaniałych artystek i artystów. I nie inaczej jest w „Lalce”. Pierwsze, co mnie uderzyło, to absolutnie przepiękne, wybitne kostiumy Doroty Roqueplo oraz fenomenalne aktorstwo. Niestety, w miarę oglądania ręce opadały mi coraz niżej, zaś oczy zachodziły mgłą niedowierzania. Nie chcę być zjadliwie złośliwa, więc postaram się ująć rzecz możliwie kulturalnie i łagodnie: zmiany wprowadzone w scenariuszu nie są zmianami wynikającymi z adaptowania powieści na potrzeby współczesnego serialu. To jest napisanie tej historii od nowa, z wykorzystaniem tytułu należącego do wielkiej klasyki polskiej literatury oraz imion i nazwisk doskonale znanych nam bohaterów i bohaterek - czytamy we wpisie Młynarskiej.
Młynarska zaznaczyła przy tym, że sama współczesna interpretacja klasycznego dzieła nie jest dla niej problemem. Jej zdaniem kłopot polega na tym, że produkcja nadal funkcjonuje jako "Lalka", choć zakres zmian jest - w jej ocenie - bardzo daleki od pierwowzoru.
Gdyby ten serial nie powstał pod szyldem „Lalki” i Prusa, nie miałabym z nim problemu. Obejrzałabym go jak jeden z wielu polskich seriali, stwierdziła, że mi się podobał albo nie, co w gruncie rzeczy nie ma większego znaczenia. Spędziłam przecież kilka miłych wieczornych godzin przed telewizorem, patrząc, jak fantastyczni aktorzy i aktorki znakomicie grają. Mam jednak poczucie, że Prus został tutaj potraktowany instrumentalnie. Jego nazwisko, tytuł powieści i jej bohaterowie posłużyli jako marka mająca nabić oglądalność. Bo to nie jest adaptacja „Lalki”. Rozumiem natomiast, że kolejny sezon serialu będzie się już rozgrywał na Dzikim Zachodzie. Skoro Izabela Łęcka może dostać w mordę i wziąć w żyłę, wszystko jest możliwe! - napisała w sieci Młynarska.
Zobacz też: Nowa "Lalka" podbija Netflixa. Oto obsada serialu
Zobacz naszą galerię: Młynarska obejrzała "Lalkę" i nie gryzła się w język. Ręce jej opadły?