Bogumiła Wander i Krzysztof Baranowski: Wielka miłość legendy TVP i żeglarza
Bogumiła Wander i Krzysztof Baranowski tworzyli jedno z najbardziej rozpoznawalnych małżeństw w polskim show-biznesie. Ona była legendą Telewizji Polskiej, on uznanym żeglarzem i dziennikarzem. Po raz pierwszy spotkali się w 1979 roku. Chociaż niemal od razu zwrócili na siebie uwagę, to pozostawali w innych związkach.
Z czasem narodziło się między nimi uczucie. Jednak, by nie rozbijać rodzin Bogumiła Wander i Krzysztof Baranowski odkładali decyzję o wspólnym życiu. Oficjalnie związali się wiele lat po pierwszym spotkaniu, a pobrali w 2005 roku. Byli ze sobą do śmierci legendarnej spikerki. Bogumiła Wander odeszła 30 lipca 2024 roku, a przed śmiercią zmagała się z alzheimerem. Mąż do samego końca był dla niej ogromnym wsparciem.
Po śmierci ukochanej żony Krzysztof Baranowski wrócił do swojej wielkiej miłości, czyli morza. Pod koniec 2024 roku wyznał, że szykuje się do swojego ostatniego rejsu dookoła świata. Przed laty został pierwszym Polakiem, który dwukrotnie opłynął samotnie kulę ziemską, czym zapisał się w historii światowego żeglarstwa.
Zobacz również: Skandal w TVP! Legendarna spikerka przekazała na wizji sekretny kod. "Wiadomość do jej kochanka"
Samotny rejs Krzysztofa Baranowskiego. Nie kryje strachu
Kapitan wypłynął w listopadzie 2025 roku z Teneryfy, kierując się w stronę Karaibów i Panamy. Doskonale wie, że samotny rejs zawsze wiąże się z ryzykiem. Ale nawet zaawansowany wiek nie jest dla niego przeszkodą w spełnianiu marzenia.
Krzysztof Baranowski z odwagą stawia czoła kolejnym problemom. W najnowszej rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przyznał, że jest to najtrudniejszy rejs w jego karierze. Do tego jego jacht nie był do końca przystosowany do panujących na oceanach warunków.
Powiedziałbym, że jest najtrudniejszy. Po pierwsze dlatego, że jacht nie jest do tego przeznaczony. Po drugie, parametry elektryczne nie są najlepsze. Po trzecie, zbiorniki są małe. No i po czwarte – ja mam swoje lata - przyznał żeglarz.
Z rozbrajającą szczerością stwierdził nawet:
Nie obawiam się. Ja umieram ze strachu - dodał Baranowski.
Wdowiec po Bogumile Werner doskonale zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw. Jeden zły krok może skończyć się śmiercią!
Każdego dnia, kiedy wychodzę na burtę za potrzebą, trzymam się rękami wszystkiego, co jest pod ręką. Bo jeśli puszczę uchwyt, to mnie nie ma. A chodząc po pokładzie, każdy krok stawiam z myślą, że jeśli zrobię go źle, to już mnie nie ma. Uprzężą przypinam się tylko w bardzo ciężkiej pogodzie. W uprzęży człowiek czasem czuje się zbyt pewnie. A kiedy wie, że jest wolny, bardziej uważa - podsumował Krzysztof Baranowski.
Zobacz również: Wdowiec po Wander zebrał ponad 100 tys. zł! 87-letni Baranowski już wie, na co wyda te pieniądze