Tajemnica zaginięcia Birgit Meier przez 28 lat rozpalała media
„Syndrom zaginionej białej kobiety” (ang. Missing White Woman Syndrome) to zjawisko polegające na ogromnym, nieproporcjonalnym wręcz do wagi sprawy, zainteresowaniu mediów i opinii publicznej zaginięciem atrakcyjnej kobiety pochodzącej z klasy średniej lub wyższej. Takie sprawy przyćmiewają losy innych zaginionych osób, które nie wpisują się w dany schemat – m.in. osób starszych, o innym kolorze skóry, mężczyzn czy ludzi z uboższych środowisk. To zjawisko społeczne można zaobserwować prawie na całym świecie.
W niemalże każdym kraju mamy do czynienia z zaginięciem, które przez lata nie schodzi z nagłówków gazet i pozostaje przedmiotem publicznych dyskusji oraz spekulacji. W Polsce jest to oczywiście sprawa Iwony Wieczorek, w Wielkiej Brytanii - Madeleine McCann, czteroletniej dziewczynki, która zaginęła na wakacjach w Portugalii. Z kolei w Stanach Zjednoczonych jedną z najgłośniejszych spraw pozostaje zaginięcie Amy Lynn Bradley.
Każde państwo ma więc swoją „Iwonę Wieczorek”, a niektóre z tych historii ciągną się znacznie dłużej niż sprawa 19-latki, która zniknęła w drodze do domu z sopockiego klubu. W Niemczech jedną z najbardziej znanych zagadek kryminalnych jest zaginięcie Birgit Meier. 41-letnia żona milionera i zarazem siostra wysoko postawionego policjanta pewnego dnia przepadła bez śladu. Przez kolejne dekady nie udało się ustalić, co się z nią stało, a media regularnie wracały do tej historii, podsycając zainteresowanie opinii publicznej. Przełom nastąpił dopiero w 2017 roku, gdy po 28 latach odnaleziono ciało zaginionej Niemki i rozwiązano jedną z najbardziej tajemniczych spraw kryminalnych w kraju.
Ostatnia rozmowa Birgit Meier. Następnego dnia zniknęła bez śladu
Birgit Meier bardzo ciężko przeżyła rozstanie z mężem, Haraldem. Gdy mężczyzna związał się z młodszą kobietą, 40-latka załamała się, zaczęła nadużywać alkoholu i przez długi czas nie potrafiła odzyskać równowagi. Wsparli ją jednak najbliżsi: córka, brat oraz szwagierka. Z czasem Birgit zaczęła układać swoje życie na nowo.
14 sierpnia 1989 roku 41-latka zaprosiła Haralda do swojego mieszkania w Brietlingen niedaleko Lüneburga, który jeszcze niedawno był ich wspólnym domem. Małżonkowie mieli omówić kwestie rozwodowe. Harald zgodził się na ugodę finansową, dzięki której Birgit mogła nadal żyć na wysokim poziomie. Tego samego wieczoru, już po wyjściu męża, Birgit rozmawiała telefonicznie z matką oraz swoją jedyną córką, 20-letnią Jassmine. Była zadowolona z przebiegu spotkania z Haraldem. Powiedziała córce, że następnego dnia rano planuje wybrać się do sklepu meblowego, ponieważ – jako przyszła rozwódka - zamierzała przeprowadzić się do mniejszego mieszkania.
Gdy następnego dnia Jassmine nie mogła skontaktować się z matką, pojechała do niej osobiście. Birgit nie było w domu. Córkę zaniepokoiły dwa koty biegające na zewnątrz, ponieważ były to zwierzęta domowe, których matka nigdy nie wypuszczała. Dodatkowo w oknach były zasłonięte rolety, a przed domem stał zaparkowany samochód. 20-latka natychmiast skontaktowała się z wujkiem, Wolfgangiem Sielaffem, bratem Birgit i wpływowym szefem wydziału kryminalnego policji w Hamburgu. To on skierował do domu policjantów z Lüneburga. Choć formalnie nie mógł prowadzić sprawy, ponieważ należała do innej komendy i innego landu, postanowił dopilnować, aby zaginięcie jego siostry nie zostało zbagatelizowane.
Śledczy i media podejrzewają męża. Utopił zwłoki żony w Bałtyku?
Początkowo zaginięcie Birgit Meier nie przyciągnęło większej uwagi mediów. W tym samym czasie opinię publiczną w Niemczech elektryzowała sprawa morderstw w lasach Gehrde. W krótkim odstępie czasu zamordowano tam dwa małżeństwa, a samochód jednej z par odnaleziono wiele kilometrów od miejsca, gdzie ujawniono ciała. To właśnie te zbrodnie dominowały w nagłówkach gazet, spychając na dalszy plan zaginięcie 41-latki.
Sytuacja zmieniła się dwa tygodnie po jej zniknięciu, gdy dowód osobisty Birgit Meier został znaleziony w urzędzie pocztowym w Hamburgu. Ktoś musiał go tam podrzucić dzień wcześniej. Czy to znak życia zaginionej, a może dowód na to, że ktoś pozbawił życia Birgit i pozbył się dowodów? To rozpaliło uwagę mediów w całym kraju. Udało się ustalić, że dokument wyjęto ze skrzynki w północno-zachodniej części miasta. Policja przesłuchała pracowników poczty, lecz nikt nie pamiętał, by zauważył coś wartego uwagi.
Wkrótce w centrum zainteresowania śledczych i mediów znalazł się Harald Meier, mąż zaginionej. Policja przeszukała należącą do niego żaglówkę, szukając ewentualnych śladów zbrodni. Dziennikarze szybko podchwycili temat, a w mediach pojawiły się sensacyjne doniesienia o przeszukaniu „luksusowego jachtu” przedsiębiorcy. Prasa spekulowała, że rozwód mógł narazić Haralda Meiera na poważne straty finansowe, co miało stanowić motyw zbrodni. Pomijano przy tym fakt, że to właśnie mąż był inicjatorem rozwodu. W mediach pojawiały się kolejne hipotezy sugerujące, że mężczyzna nie opuścił domu byłej żony zaraz po spotkaniu 14 sierpnia, lecz został tam dłużej, a następnie miał pozbawić ją życia, przewieź ciało nad morze i utopić w Bałtyku.
Podejrzenia podsyciły również informacje o pożarze, który wcześniej wybuchł w jednym z budynków należących do firmy Haralda Meiera. Część mediów sugerowała, że ogień mógł zostać celowo podłożony w celu wyłudzenia odszkodowania. Głośno było także o tajemniczej czarnej teczce, którą Birgit miała rzekomo przechowywać. Według doniesień prasy znajdowały się w niej kompromitujące materiały dotyczące męża, które mogły zniszczyć mu życie. Teczka miała zniknąć bez śladu. Choć Harald Meier przez lata pozostawał w kręgu zainteresowania śledczych, kolejne powroty do sprawy nie przynosiły przełomu. Za każdym razem dochodzenie wracało do punktu wyjścia, a hipoteza o udziale męża w zaginięciu Birgit pozostawała jedną z głównych, choć nigdy nie została jednoznacznie potwierdzona.
Inne spojrzenie na sprawę miał brat Birgit, doświadczony śledczy Wolfgang Sielaff. W przeciwieństwie do policjantów z Lüneburga nie skupiał się wyłącznie na mężu zaginionej. Wątpił, by Harald Meier miał cokolwiek wspólnego ze sprawą. Sielaff doskonale znał rodzinę, a przez lata pracy rozwiązał wiele skomplikowanych spraw kryminalnych, zdobywając liczne odznaczenia.
Tajemnica Birgit Meier. Czy kobieta spotkała się z kimś przed zniknięciem?
Dzięki zeznaniom jednej z koleżanek zaginionej śledczy trafili na trop Kurta-Wernera Wichmanna, ogrodnika pracującego na pobliskim cmentarzu. Mężczyzna był żonaty, mieszkał w dużym domu i jeździł luksusowymi samochodami. Prowadził życie na bardzo wysokim poziomie. Zbyt wysokim, jak na zarobki zwykłego ogrodnika. Według ustaleń, miał on poznać Birgit Meier podczas jednej z imprez u wspólnych znajomych. Sam Wichmann przyznał później śledczym, że pewnego razu spotkał Birgit w trudnym okresie jej życia. Kobieta miała spacerować ulicą kompletnie pijana. Mężczyzna rozpoznał ją jako towarzyszkę na jednym z przyjęć i pomógł jej wrócić do domu.
Policja nie potraktowała jednak Wichmanna jako podejrzanego, ponieważ śledczy byli przekonani, że za zaginięciem kobiety stoi jej mąż. Kiedy nie udało się znaleźć dowodów obciążających Haralda Meiera, śledztwo odsunięto, a akta sprawy przekazano do prokuratury okręgowej. Śledztwo wznowiono dopiero na początku lat 90. Sprawę przejął Klaus Werner, śledczy z Lüneburga. Po przeanalizowaniu materiałów doszedł do wniosku, że ugoda finansowa, jaką Harald Meier miał zawrzeć z żoną podczas rozwodu, w porównaniu z jego rocznymi dochodami, nie byłaby warta morderstwa.
Harald Meier wspominał, że podczas ich ostatniego spotkania Birgit była wyjątkowo elegancko ubrana, wręcz wystrojona. Początkowo sądził, że zrobiła to z myślą o nim. Funkcjonariusz zaczął więc podejrzewać, że kobieta mogła mieć jeszcze jakieś plany na ten wieczór z kimś innym. W kręgu zainteresowań śledczych znalazł się wówczas Kurt-Werner Wichmann – prowadzący wygodne życie ogrodnik cmentarny.
Mroczna tajemnica ogrodnika. To on stał się nowym celem śledczych
W porozumieniu z bratem zaginionej Klaus Werner postanowił dokładnie przyjrzeć się mężczyźnie. Szybko okazało się, że Wichmann miał bogatą kartotekę kryminalną. Jeszcze jako nastolatek włamał się do mieszkania lokatorki i próbował udusić ją podczas snu. Atak przerwał dopiero płacz dziecka dobiegający z kołyski. Śledczy ustalili również, że odbywał karę więzienia za gwałt dokonany na autostopowiczce. W trakcie dalszych ustaleń wyszło na jaw, że Wichmann regularnie zdradzał swoją żonę i zamieszczał ogłoszenia matrymonialne skierowane zarówno do kobiet, jak i mężczyzn, gdyż był osobą biseksualną.
24 lutego 1993 roku śledczy uzyskali zgodę na przeszukanie domu oraz miejsca pracy Wichmanna. Gdy ten dowiedział się o planowanych działaniach policji, zniknął bez śladu. Podczas przeszukania funkcjonariusze dokonali szokującego odkrycia. W domu znajdowało się ukryte, dźwiękoszczelne pomieszczenie zamykane na klucz, do którego nie miała dostępu nawet żona mężczyzny. W środku policjanci znaleźli m.in. broń, paralizatory, kajdanki, środki nasenne i uspokajające oraz przerobiony pistolet gazowy.
To jednak nie był koniec. Na posesji odnaleziono zakopany czerwony samochód marki Ford. Początkowo śledczy podejrzewali, że pojazd może mieć związek z zaginięciem Birgit Meier. Szybko okazało się jednak, że auto zostało wyprodukowane dopiero rok wcześniej, a więc trzy lata po zaginięciu kobiety. Nie zabezpieczono też żadnych śladów DNA należących do zaginionej.
W toku śledztwa ustalono, że Wichmann miał wykorzystywać samochody do wyłudzania odszkodowań. Brał nowe pojazdy w leasing, a następnie zgłaszał ich rzekome kradzieże. Śledczy nie dowiedzieli się, czy zakopany Ford był elementem oszustwa ubezpieczeniowego, czy też miał pomóc w ukryciu śladów innego przestępstwa. Mężczyznę udało się zatrzymać dopiero kilka miesięcy później. Mężczyzna zarzekał się, że jest niewinny, a Wolfgang Sielaff i Harald Meier zniszczyli mu życie. 25 kwietnia 1993 roku Wichmann popełnił samobójstwo. Miał 43 lata.
Brat nie odpuścił przez 28 lat. To jego prywatne śledztwo doprowadziło do przełomu
Przez kolejne lata sprawa zaginięcia Birgit Meier regularnie pojawiała się w mediach. Dziennikarze wciąż skupiali się jednak głównie na Haraldzie Meierze, podczas gdy nieżyjący już Kurt Wichmann, przez wielu uznawany był za niewinnego. Tymczasem Wolfgang Sielaff, brat zaginionej, nigdy nie pogodził się z brakiem odpowiedzi na pytanie, co stało się z jego siostrą. Dopiero po przejściu na emeryturę, na początku lat dwutysięcznych, uzyskał dostęp do akt sprawy. Wówczas przekonał się, jak chaotycznie prowadzono śledztwo i jak wiele błędów popełniła policja.
Postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i rozpoczął własne, prywatne dochodzenie. Do współpracy zaprosił emerytowanego hamburskiego śledczego Reinharda Chedora oraz Claudię Brockmann, byłą psycholog policyjną. Przez lata cała trójka była przekonana, że za zaginięciem Birgit Meier odpowiada Kurt-Werner Wichmann. Problemem pozostawał jednak brak dowodów, które pozwoliłyby jednoznacznie potwierdzić tę teorię, a także brak ciała, którego poszukiwano nawet na cmentarzu, na którym w 1989 roku pracował ogrodnik.
Szansa na przełom pojawiła się dopiero w 2017 roku. Po śmierci Wichmanna jego żona ponownie wyszła za mąż. Dopiero po jej śmierci nieruchomość przeszła na własność drugiego męża, który zgodził się na przeszukanie posesji przez prywatnych śledczych. Na miejsce przybył Wolfgang Sielaff wraz z zespołem ekspertów. Oprócz Chedora i Brockmann w działania zaangażowali się m.in. były szef prokuratury okręgowej, kierownik zakładu medycyny sądowej, prawnik specjalizujący się w sprawach kryminalnych oraz antropolog.
Wszyscy zostali zatrudnieni przez Sielaffa, a działania te nie były nadzorowane przez organy państwowe. Do przełomu doszło we wrześniu 2017 roku, gdy w wyniku prywatnego śledztwa odnaleziono szczątki Birgit Meier. Dopiero po tym odkryciu sprawę ponownie przejęła policja i oficjalnie wznowiła dochodzenie.
Makabryczny finał zagadki po 28 latach. Ciało Birgit znaleziono pod betonem w garażu seryjnego mordercy
Ciało Birgit Meier przez 28 lat spoczywało ukryte na posesji Kurta-Wernera Wichmanna. Szczątki kobiety odnaleziono w garażu, w kanale samochodowym zasypanym piaskiem i zalanym betonem. Na terenie ogromnej nieruchomości śledczy zabezpieczyli również kajdanki, na których wykryto DNA zaginionej. Ustalono, że Birgit Meier zginęła od strzału w głowę. Wiadomo, że do zbrodni nie doszło w jej domu, gdyż w 1989 roku nie znaleziono tam żadnych śladów krwi ani śladów od broni palnej. Do dziś nie wiadomo, czy kobieta dobrowolnie udała się do mieszkania Wichmanna, czy została przez niego uprowadzona.
Niewyjaśnione pozostaje również to, kiedy dokładnie zginęła. Śledczy nie są w stanie jednoznacznie określić, czy została zamordowana tego samego wieczoru, gdy zaginęła, czy była przetrzymywana (i jak długo) przez sprawcę. Obecność jej DNA w tajnym, dźwiękoszczelnym pomieszczeniu odkrytym na posesji Wichmanna może jednak sugerować, że bardziej prawdopodobny jest drugi scenariusz.
To jednak nie koniec. Podczas przeszukań odnaleziono również ślady łączące Wichmanna z innymi zbrodniami, w tym z zabójstwem dwóch małżeństw w lasach Gehrde. To właśnie ta głośna sprawa była tematem głównym w niemieckich mediach tuż przed zaginięciem Birgit Meier i przez jakiś czas czas przyćmiewała poszukiwania 41-latki.
Śledczy są pewni, że Wichmann nie działał sam. Jedno z aut ofiar z lasów Gehrde zostało odnalezione wiele kilometrów od miejsca ujawnienia zwłok. To wskazuje na to, że ktoś musiał pomagać sprawcy w przemieszczaniu się między poszczególnymi lokalizacjami. Sam Wichmann nie byłby w stanie jednocześnie prowadzić własnego samochodu i pojazdu ofiar. Niewykluczone, że wspólnik uczestniczył również w zabójstwie Birgit Meier. Do dziś śledczym nigdy nie udało się ustalić tożsamości wspólnika Wichmanna. Mężczyźnie udowodniono łącznie pięć zabójstw – Birgit Meier oraz dwóch małżeństw zamordowanych w lasach Gehrde. Śledczy podejrzewają go jednak o odebranie życia co najmniej 21 osobom.
Co ważne, gdyby śledczy dokładniej przeszukali posesję Wichmanna w 1993 roku, wszystkie jego zbrodnie odkryto by 25 lat wcześniej, a mężczyzna zostałby skazany przed wymiarem sprawiedliwości.